Syn instruktora.

Nie nie będzie tu o moim synu;) Będzie o innych synach i córkach instruktorów. Bo to sprawa warta zaznaczenia.

Zapraszam do czytania!Posty piszę już drugi rok i wydaje mi się czasami, że zabraknie w końcu piątkowych tematów… Życie jednak samo podrzuca mi pomysły na te cotygodniowe wpisy.

Ostatnio napisała do mnie koleżanka… z resztą odkąd tworzę bloga często ludzie piszą do mnie z prośbą o jakąś poradę czy podpowiedź… no problem walcie jak w dym… Więc napisała do mnie koleżanka instruktorka, odnośnie swojego syna, że chciała by rozpocząć z nim naukę pływania tylko, że … „on mnie nie słucha”. To stwierdzenia pada z ust przeróżnych instruktorów oddającym nam pod opiekę swoje pociechy bardzo często. „Chłopaki, weźcie go do siebie bo ze mną to on ćwiczyć nie chcę”. Pamiętam też instruktorki, które nie miały problemu z nauczaniem obcych dzieci jednak zbyt bardzo bolało je serduszko kiedy miały nauczać swoje 😉

I tak to leci, że instruktorzy oddają nam swoje pociech bo jak to mówimy „swoich się nie słucha”. Ciężko też np. spędzając rodzinnie sobotnie popołudnie nad wodą rozróżnić czas na pracę i zabawę. Sam z resztą pamiętam jak moja Mama i siostra uczyły się jeździć na nartach i mimo, że z Tatą jeździmy całkiem przyzwoicie i mamy instruktorski dryg 😉 to w naszą stronę leciały teksty w stylu ” ty chcesz nas chyba zabić”. Dopiero kiedy piękny i wysportowany Karpiel Topór Bułecka powiedział „rzuć te kijki” to one rzuciły… jak zaczarowane., jak owieczki podążające za pastuszkiem – porównanie takie… bo to w górach było… no więc ten…

Po prostu swoich się nie słucha i koniec. Myślę, że kolejną rzeczą jest hmmm nie wiem jak to nazwać… obawa? respekt? przed obcym facetem / instruktorem… i taka myśl, że to są jednak zajęcia i wszystkie dzieci ćwiczą, i że ty też musisz… Nie jesteś już synem instruktora tylko kursantem… kolegą z basenowej grupy.

Wiem zaraz ktoś napiszę, że przecież rodzice uczą swoje dzieci i ojcowie męczą swoje małe tenisistki, mistrzynie i bla bla bla… Pewnie tak z tym, że są to raczej przypadki nieliczne i myślę też że mało szczęśliwe.  Taki układ wymaga dużo dyscypliny zarówno od dziecka jak i od rodzica- instruktora czy trenera… A poza tym! Czy tak nie jest łatwiej ? Oddajesz dziecko do znajomego, któremu ufasz… i ćwiczenie musi być wykonane… i nie będzie już…”no tatao…. ale czy ja muszę” tak musisz bo to dla twojego dobra bla bla bla… Niech se stary gada… O! Ale jak pan instruktor powie, huuu to już nie ma żartów. Często mamy przychodzą do nas i mówią „wiesz… młody w domu ćwiczył nogi bo trener mu kazał”. Albo, że „trener go pochwalił” co to za frajda jak Cię starzy pochwalą… to są twoi starzy i chwalą Cię na każdym kroku…

Tak więc chyba musi być. Idziesz na basen i tam jest instruktor i inne dzieci i ćwiczenia zadane przez instruktora trzeba wykonywać bo wszyscy je wykonują a poza tym on się na tym zna… nie to co twój tata… 😉

Kliknę jeszcze chyba przed 12 więc blog zaliczamy do piątkowych…. pooozdrawiam i do zobaczenia

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *