Deska, koło, makaron, pullboy…

Co to kurde jest pullboy? 😉

Często na pływalni widzę ludzi, którzy swoją przygodę z basenem dopiero rozpoczynają. Często też nie specjalnie wiedzą jaki sprzęt do czego służy i czy trzeba mieć swój czy może basen nam coś pożyczy na szybkie pływanko. W sumie się nie dziwię bo sprzętu wszelkiego rodzaju jest mnóstwo i na początku można się trochę pogubić…

Zapraszam do czytania.

Nie dam rady dzisiaj wszystkiego opisać, między innymi dlatego też, że sprzętu jest po prostu mnóstwo i post musiałby zająć kilka tomów 😉 Zaczniemy więc powoli…

Moja antysystemowość pozwala mi twierdzić, że tak duży wybór pływającego sprzętu nie wynika z potrzeby jego używania a raczej z potrzeby zwiększenia sprzedaży. Deskę, którą widzicie u góry posta pamiętają starzy bywalcy pływalni. Ta z fotki jest już i tak ciut nowocześniejsza… Ja pamiętam jeszcze z dziecięcych lat deski styropianowe jednak dużo gorszej jakości… Śmieję się, że chyba były mieszane z cementem. Były jednak trwałe, nie pleśniały i uwaga!!! Były wielofunkcyjne! Wielofunkcyjne tj. tak jak ta ze zdjęcia można było trzymać ją w rękach wzmacniając nogi a w drugiej części treningu włożyć ją miedzy nogi i traktować jako popularnego dziś „pullboya” ( wafelek wkładany między nogi służący do ćw. np. wzmacniających kończyny górne). Brało się więc na basen styropianowo betonową deskę i fruu… Jednak tak jak kiedyś auta i te deski były bardzo trwałe, nie pleśniały służyły długo i do różnych pływackich celów. Dziś nierzadko widzimy pływaków, którzy na szeroko pojęty „trening” przynoszą pełne worki sprzętu… Deskę większą, deskę mniejszą, wafelka (pullboya) łapki, płetwy itp. Jednym słowem interes się kręci. Nie uważam oczywiście że jest to złe, ale zapewniam was, że wielu dobrze pływających koleszków z pływalni używa np. jednej uniwersalnej deski i radzą sobie z nią świetnie. Niebezpieczeństwo czyha jednak na nowicjuszy! Idziesz do sieciówki a miły pan doradca mówi… „proszę wziąć deskę tą i tą i tą a do tego jeszcze to, to plus to ” wychodzisz więc z deca****    brrrrrr… wychodzisz więc z sieciówki i jesteś o parę stówek biedniejszy.

Dzisiejsze piękne piankowe deski są już dość delikatne, dzieci je podgryzają, kobiety drapią paznokciami, faceci ze stresu ściskają a one same w basenowym magazynie lekko gniją. Myślę, że rok – półtorej i deseczki nadają się do śmietnika.

Kwestia, którą kiedyś już chyba poruszałem to dostępność sprzętu na basenie. Wiele pływalni, szczególnie w dużych miastach jest dość dobrze wyposażona w sprzęt. Nie ma potrzeby więc tachania ze sobą na basen dwóch toreb…. jednej z ciuchami a drugiej ze sprzętem 😉 Można też więc przed kupnem swojej własnej prywatnej deseczki wypróbować te, które Ci się przydadzą i po prost Ci pasują… tak jak z samochodem 😉

Dziś post krótki… trochę mam głowę zaprzątniętą i trudno mi się pisze… ale spoko spoko… myślę zbliża się majówka więc myślę, że skrobnę dla Was jeszcze coś extra w międzyczasie  🙂

Pozdrawiam i do zobaczenia

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *