Angielski Pacjent!

Taki film był… Angielski Pacjent… nasunęło mi się skojarzenie bo mi też ostatnio trafił się… no może nie pacjent… Ale kursant… Angielski kursant!

zapraszam do czytania!

Powiedzmy sobie w prost… Anglojęzycznych kursantów w swoim życiu miałem niewielu… Na aqua aerobik uczęszczała kiedyś przesympatyczna Margit wraz ze swoją córką – jednak tam dyskusja była raczej książkowa… Hi hello bla bla bla… nic specjalnego.  Ostatnio, jeden z moich dorosłych kursantów zapytał czy zmieści się do naszej grupy jeszcze jeden „nowy”…. tylko, że… nie mówi po polsku… in English tylko… W związku z tym, że z angielskim nigdy raczej problemów nie miałem, mówię „spoko” niech wpada… I powiem, Wam w tajemnicy, że trochę stresa miałem… bo jestem jednak poważną firmą a nie jakimś tam lewusem… Biorę za naukę pływania kasę i nawet jak bym miał zajęcia w dialekcie matumbi prowadzić to musiałoby to być zrobione dobrze… W związku z tym, że jestem osobom ambitną – do sprawy podszedłem poważnie. W głowie układałem sobie dialogi, sprawdzałem słownictwo no wiecie, „co by siary nie było”. I nie było… Przyszedł „nowy” zestresowany przed pierwszymi zajęciami całkiem „po polsku”. Jego organizm na pływanie i wysiłek reagował również zgodnie ze znanymi mi i przerabianymi już tysiące razy wcześniej schematami. Wiem wiem… siedzisz sobie teraz w domu i myślisz… „co za problem, codziennie obsługuję anglojęzycznych klientów, nie ma się czym chwalić” no nie… chwalić nie… dzielę się po prostu z Wami moimi odczuciami i przemyśleniami 😉 Nauka pływania to jednak odpowiedzialność a biorąc pod uwagę fakt, że jestem gościem, który w głowie rozkminia wszystkie możliwe scenariusze wydarzeń… bałem się np., że w sytuacji stresowej lub dość „awaryjnej” zamiast motywować czy ratować w języku mojego klienta mógłbym zacząć wydawać komendy po polsku… yy czekaj jak jest po angielsku koło ratunkowe… 😉

Generalnie było spoko. Angielski Pacjent okazał się być gościem bardzo sympatycznym i dość pojętnym. Nie było też problemu z porozumiewaniem się czy słownictwem. Generalnie z wielkiej chmury mały deszcz 😉 Może gdybym robił to częściej… częściej uczył i mówił po angielsku to sytuacja ta nie zrobiłaby na mnie żadnego wrażenia. Ja jednak się stresuję… wszystkim i często… „a czy się uda”, „a czy będzie dobrze” a to a tamto… eh…

A może to się pojawia z wiekiem… taka odpowiedzialność za swoje czyny i myśl „co sobie inni pomyślą” kiedy sprawę skasztanisz… Jeszcze 10 lat temu kiedy w jednym z Bydgoskich klubów piłem piwo z Irlandczykami i rozmawialiśmy pół nocy o niczym takie myśli do łba mi nie przychodziły… „kurde czy ja dam radę z nimi wypić to piwo… ” 😉

No dobra… a teraz wszyscy na basen… bo piątek… ja do pracy a Wy na relaks…

Pozostaje mi tylko powiedzieć „God save the queen” pozdrowić i do następnego piątku 🙂

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *