Post na dobranoc!

A i co gołąbeczki… myśleliście, że już dzisiaj wpisu nie będzie a tu proszę niespodzianka na sam koniec dnia! Bo z pisaniem postów jak z pływaniem… trzeba mieć spokojną głowę…

Dziś o tym, że w pływaniu mamy cały czas pod górkę… szczegóły niżej!

Poozdrawiam i zapraszam!

Na początku wytłumaczę się ze zdjęcia, które własnie przed  chwilą oglądaliście… U mnie wywołuje spokój i dobre wspomnienia to raz! Dwa! Podziwiam blogerów, którzy w pracy trzepią tysiące zdjęć i mają co wstawiać w neta… ja w pracy najpierw muszę się zająć dziećmi, potem opowiedzieć o postępach, które poczynili ich rodzicom a na robienie fotek, albo już nie mam sił albo też nie wyglądam zbyt korzystnie! Więc wstawiam Wam dzisiaj zdjęcie… mojego byłego 😉

Ale do rzeczy. Szczególnie ostatnio wiele osób zaobserwowało, że choć pływają już dość długo i całkiem nieźle sobie z większością ćwiczeń radzą to na zajęciach zrobiło się „ciężko” albo, że zmieniamy coś co wydawało się, że jest już poukładane… kraul… klasyk… itp.

Dzieje się tak z kilku względów. Pierwszy z nich to metodyka nauczania pływania, o której już Wam wcześniej opowiadałem tj. zaczynamy od ćwiczeń łatwych i przechodzimy do tych trudniejszych, nic nadzwyczajnego. Trzeba wziąć też pod uwagę fakt, że w początkowym etapie kariery pływackiej Twój styl nie musi być idealny i już w 100% kompletny bo mogłoby się to okazać dla ćwiczącego po prostu zbyt trudne bądź też nie wykonalne. I tu właśnie zaczynają się schody. Pojawia się instruktor i mówi no oka a teraz chciałbym, żebyśmy to zrobili trochę inaczej. Był taki jeden kursant, który lekko się nawet oburzył, że dlaczego zmieniamy coś co już wydaje się być poukładane. No własnie, wydaje się… Wszyscy doskonale wiemy, że można pływać i można też „pływać”. Laik patrząc na kolesia w wodzie mówi: „on pływa” a ja mówię ” nie on walczy o życie”! Mało tego… cały czas pod górkę mają kursanci zdolni… ( znaczy jeszcze bardziej pod górkę) czyli tacy, z których wiem, że jestem w stanie wycisnąć jeszcze ciut więcej. Oni też to wiedzą i cel mamy wspólny a takie przekorne kręcenie nosem na widok zmian to raczej pokłosie ambicji, która mówi „kurde znów musimy wziąć się w garść i  zrobić dobrą robotę”. Dużo łatwiej ma kursant mniej zdolny i mniej ambitny- choć może to złe określenie… My wiemy, że poziom, na którym  się znajduje w zupełności mu wystarczy a on sam nie wykazuje chęci na „wyciskanie” czegoś więcej z pływania. To jest zupełnie ok! Nie umiałeś pływać, przyszedłeś na zajęcia, zdobyłeś podstawową poprawną technikę – wstydu nie ma i wystarczy! Podkreślam to jest jak najbardziej ok. Wówczas klienci mówią „stary na to, że zacząłem pływać w wieku 40 lat to i tak jest super”! I gitara!

Żebyście mnie dobrze zrozumieli poprawnej techniki i postępu wymagamy od wszystkich! Wszyscy mają pod przysłowiową górkę. Tylko każdy w zależności od swojego stopnia zaawansowania. I im progres większy tym nasze wymagania też są wyższe i ktoś postronny mógłby nazwać je – czepianiem się. Bo kurde instruktor mówi „rękę do wody wkładaj tym palcem”… No to tak właśnie jest, że jeśli ambitny instruktor dobierze się się w parę z pracowitym i kursantem… to lecą iskry! No i jak by ktoś miał do mnie o to pretensje to na koniec powiem tylko, że to wina Romana 😉 To on zawsze mówił „synek, ale można by to zrobić jeszcze lepiej…”

Wiem, że dzisiejszy post jest lekko zakręcony… wiem…

pozdrawiam i do zobaczenia może w piątek… a może szybciej… 🙂

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *