Ze łzami w oczach…

Jest już piątek więc spokojnie mogę pisać… Dzisiaj temat, który przewija się co jakiś czas na basenie. Mianowicie rodzice, którzy mają pierd***ca (sorry inaczej się tego napisać nie da!) na punkcie swoich „basenowych mistrzów świata”…

Zapraszam do czytania.

photo from http://www.abc.es/

We wstępie padają ostre słowa, ale basenowe życie niektórych dzieci też nie jest usłane fiołkami… Ich przekleństwem są rodzice, którzy pragną z nich zrobić mistrzów świata (i okolic) w pływaniu. Żeby była jasność nie mam nic przeciwko wspieraniu swoich pociech w rozwijaniu ich basenowych pasji. Nie rzadko jednak widuję rodziców, którym chlor nadpalił resztki szarych komórek… No bo czy nie jest przesadą zbicie kopniakiem, szklanych basenowych drzwi tylko dlatego, że syn osiągnął słabszy czas i to  na basenowym treningu. Treningu przeprowadzanym nie przez trenera tylko właśnie przez szanownego tatę? Czy przegięciem nie jest posyłanie dziecka na basen 3-4 razy dziennie żeby zaspokoić swoje chore ambicje? I czy w końcu rozsądne jest siedzenie z laptopem na widowni bite dwie godzin i … kurde nawet nie wiem jak to nazwać… No po prostu gość krzyczał z trybun „dobra a teraz na plecach” , „dobra a teraz trochę szybciej” jednym okiem patrzył w laptopa i prawdopodobnie pracował a z jego ust co jakiś czas wydobywały się bezsensowne komendy. Komendy skierowane w stronę 8 może 9 letniego chłopca. Komendy jak i ćwiczenia nie mające najmniejszego sensu… Ale potem się będzie można pochwalić, przed rodzinom, przed kumplami no i oczywiście wstawić fotki na fejsie z podpisem „nasz mały mistrz”

Szkoda mi tych dzieciaków… Mój Ojciec zawsze powtarza, że z niewolnika nie ma pracownika. I to ma sens… Często te biedne dzieci ćwiczą ze strachem bądź łzami w oczach… A przecież sport ma dawać radość…

pozdrawiam

 

oPLYWANIUblog.pl

 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *