Strach, instruktor i PRL…

Czynnikiem, który znacząco utrudnia osiąganie postępów w nauce pływania jest strach. Ale czego tak naprawdę boją się kursanci? Co ich hamuję przed przyjściem na basen i rozpoczęciem nauki?

Już Wam mówię!

Dorośli często latami zwlekają z podjęciem ważnej życiowej decyzji, czyli zapisaniem się na kurs pływania. Powodem tego zwlekania jest strach a jeszcze dokładniej mówiąc poprzedni ustrój! Tak tak… to on jest odpowiedzialny za strach przed wodą i to na wielu płaszczyznach… Ludzie często mają złe wspomnienia z dzieciństwa kiedy to chodzili na lekcje pływania a „instruktor” się z nimi nie cackał, tylko wrzucał do wody i kursant, albo sobie poradzi, albo utonie. No z tym utonie to trochę przesadziłem. Jednak dla kilkuletniego dziecka, większy łyk wody prosto do nosa i gardła wydawał się w być w dzieciństwie „utonięciem” i traumą na następne kilkadziesiąt lat. Sam  będąc jeszcze na studiach oglądałem film jak to w czasach głębokiej komuny uczono dzieci pływania. Metody były można powiedzieć… mocno kontrowersyjne. Ale nie tylko nauczyciele pływania basenowo krzywdzili dzieci, krzywdzili je też surowi rodzice, którzy podzielali metody ówczesnych instruktorów z takim samym często efektem. No bo nie oszukujmy się… czy ktoś w latach 80 czy wczesnych 90 słyszał o bezstresowym wychowaniu? O dysleksji czy innych trudnościach w uczeniu się? Czy komuś z powodu klapsa w tyłek odbierano dzieci? No nie… Czasy był inne i metody też były inne.  Z resztą powiem wam, że mój Tata parę lat temu udzielał wywiadu do jednej z topowych regionalnych gazet odnośnie pływania dla osób dorosłych. Artykuł współdzielił z innym nieznanym mi instruktorem, którego wypowiedź również mnie zszokowała. Brzmiało to mniej więcej tak: „My kursantów na początku kursu pływania zabieramy na głęboką wodę, każemy zrobić *spławik*i później kursant ma już przed sobą łatwą drogę…” no nie słowo w słowo, ale mniej więcej tak to brzmiało. Instruktor ten wyjaśniał, że spławik to puszczenie się ściany na głębokiej wodzie… No jak dla mnie rewelacja. Raz, że nikt kto się boi i jest trzeźwy i o zdrowych zmysłach, tego na pływalni na pierwszych zajęciach nie zrobi a dwa, nie robi się takich rzeczy bez umiejętności oddychania. Czyli najpierw uczę Cię oddychania w wodzie i wstrzymywania powietrza a potem dopiero cała reszta. Tak żebyś i Ty drogi kursancie czuł się bezpiecznie a ja był o Ciebie spokojny i nie chodził za Tobą z kijem jak cień… Komuna się skończyła… ale pozostawiła po sobie takich o to „instruktorów” niestety.

I tego najbardziej boją się ludzie przychodzący na lekcje pływania… że pojawią się na pływalni a tam ktoś na siłę będzie ich pchał do basenu, wrzucał na głęboką wodę i zmuszał do robienia rzeczy, których nie chcą lub których się boją. I wcale teraz nie przesadzam… W dzisiejszych czasach instruktor z przestarzałymi metodami nie ma już racji bytu.

Instruktor powinien być dobrym metodykiem, ale też dobrym psychologiem. Powinien rozumieć obawy kursantów, ale też potrafić ich do tego pływania przekonać i swoimi metodami po prostu do nich trafić. Nie na darmo zawodowi sportowcy trenują z całym sztabem psychologów i mentalistów:)

Temat „lewych” instruktorów i „lewych” metod jest dla mnie niebywale drażliwą kwestią… wiem bowiem jak ważna w nauczaniu czegokolwiek jest głowa! I że bardzo łatwo jest swoim złym podejściem, kiepskimi metodami i ćwiczeniami zrazić kursanta do wchodzenia do wody na drugą połowę życia.

Ja jako instruktor średnio co klika tygodni spotykam się z nowymi dorosłymi kursantami, którzy mieli złe wspomnienia z dzieciństwa. Poza twardym instruktorem i słabymi metodami, wspominają oni jeszcze o głupich wybrykach, które ich dotknęły najbardziej jak: wrzucenie do wody przez wujka, kolegów i inne cuda wianki wymyślane po spożyciu alkoholu a czasami co gorsza i na trzeźwo… 🙂

Oczywiście nie gwarantuję Ci, że w dzisiejszych czasach nie trafisz na instruktora barbarzyńcę, który jako jedyny w Twoim mieście prowadzi lekcje pływania tylko dlatego, że bardzo dawno temu wypił dużo wódki z wójtem, burmistrzem czy inną lokalną szychą. Ten blog pomoże Ci jednak w odróżnieniu takiego człowieka od prawdziwego instruktora z powołaniem, którego punktem honoru… ambicji będzie nauczenie Cię pływania… ja np. lubię wyzwania…

Pamiętaj! Dobry instruktor nie zależnie od tego czy masz lat 15 czy 50 musi Cię na początku z wodą oswoić, nauczyć cię oddychać i wyposażyć w umiejętności, które pozwolą Ci rozpocząć naukę pływania ze spokojem a nie z myślą „o Boże! Jak się utopię to kto spłaci moje kredyty…” 🙂

Czytajcie zatem i do piątku 😉

 

pozdrawiam

oPLYWANIUblog.pl

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *