Telefon do instruktora.

Tak… do instruktora… nie do przyjaciela… chociaż… bardzo często ludzie, którzy wykonują ten pierwszy telefon, żeby zapisać się na naukę pływania później zostają moimi znajomymi, przyjaciółmi czy po prostu mówią mi „cześć” kiedy mijamy się na ulicy 😉 No w każdym bądź razie przyznają się do naszej znajomości 😉 Ale, kto w ogóle dzwoni do instruktora i po co ?

 

 

Powiem Wam szczerze, że kiedyś odbierałem telefony i rozmawiałem z ludźmi nie zastanawiając się specjalnie nad tym ani, kto do mnie dzwonił ani jaki miał w tym cel. Ktoś pytał ja odpowiadałem i koniec. Człowiek uczy się jednak całe życie… i dzisiaj już wiem, że dzwonią nie tylko klienci… Dzwoni też konkurencja, dzwonią urzędy, dzwonią   firmy, aby sprawdzić czy przypadkiem ich pracownik nie przyniósł jakiejś lewej faktury od znajomego prowadzącego swój biznes…

Oczywiście znacząca większość telefonów, które odbieram to telefony od klientów. Klienci też jednak są różni… i można ich podzielić na tych zupełnie normalnych oraz tych dziwnych, dzwoniących w określonych porach dnia i roku…

Zacznijmy od klientów, nazwijmy ich „przeciętnymi”. Ci   dzwonią w normalnych terminach tj. początek roku szkolnego, początek semestru lub w trakcie jego trwania. Nic nadzwyczajnego. Zadają mniej więcej ta same pytania, chcą uzyskać pewną informację i zapisać siebie bądź swoje dziecko na pływanie… koniec. Każdego klienta traktuję tak jak, by o pływaniu oraz o całym mechanizmie działania szkółek pływackich nie wiedział nic, ale to tylko dlatego, że chcę każdego wyposażyć we wszystkie niezbędne mu informację, tak żeby było prosto, uczciwie i rzetelnie. Klienci „przeciętni” są bardzo mili, ale nic nadzwyczajnego. Można powiedzieć „dzień jak co dzień”.

 

Ciut ciekawiej robi się w poniedziałki. Tu praktycznie odbieranie telefonu nie ma sensu. Dzwonią przeważnie przedstawiciele i naganiacze wszelkiej maści. Chcą bym przeniósł numer do ich sieci, zmienił pakiet kanałów na większy. Maja tańszy gaz dla mojej firmy (ku%^&*a! czy moja firma potrzebuje gazu?) prąd, lub chcą, aby zasponsorować książki dla ich podopiecznych. Poniedziałek to istna apokalipsa… Czemu? A załóż sobie firmę i jak już tylko twoje dane trafią do Internetu to masz przechlapane. Kiedyś przedstawiciele i telemarketerzy bardzo mnie denerwowali. Kiedy nie jestem zainteresowany ich ofertą to po prostu mówię „dziękuję” i jeśli to wystarczy to super… jednak często słyszę „a mogę wiedzieć dlaczego nie jest pan zainteresowany naszą ofertą” Kurde a co to jest spowiedź? Nie jestem i koniec. „Ale jak to? Nie zależy panu na reklamie i pozyskaniu nowych klientów?” bla bla bla. Więc kiedyś się denerwowałem, dzisiaj traktuję te rozmowy jako rozrywkę i swojego rodzaju test… czy uda mi się zagiąć natrętnego telemarketera czy też nie… raczej się udaje… 😉 Wiem, że taką mają pracę i z tego żyją, ale słuchanie ze zrozumieniem to jedna z podstawowych umiejętności i jeśli klient mówi, że „nie” to moim zdaniem szkoda na niego czasu bo można by w tej samej chwili poszukać kogoś kto np. chce pójść na pokaz super ostrych noży i łyżeczek… czy coś… 😉

 

Nierzadko dzwoni konkurencja, aby zapytać o ceny, wolne terminy itp. Te telefony są łatwe do odczytania bo bardzo często ktoś prosi swoją koleżankę żeby zadzwoniła i wyptała… ta jednak nie specjalnie wie o co pytać… i … zaplątana i zagubiona szybko się rozłącza…

 

Dobra przejdźmy do prawdziwego ognia! Telefony… hm… od ludzi dziwnych i ciekawych. Generalnie z tego chleba nie ma. Ci „dziwni” dzwonią o dziwnych porach dnia i nocy z dziwnymi pytaniami i raczej nie chcą się zapisać na żaden kurs! Mają zamiar pomarudzić, posmrodzić i wygadać się komuś…albo kogoś zrąbać… a co niech se koleś nie myśli, że se będzie w niedziele kawę z żoną pił i patrzył pusto w TV… niech mówi jak klient pyta J

Muszę wam wyjaśnić jedną rzecz! Uważam, że prowadząc własną firmę sam pracuję na swoją pensję i generalnie nie straszne jest mi odbieranie telefonów na wakacjach, w weekendy czy dni wolne od pracy. A co… Przez te prawie 10 lat prowadzenia własnej działalności nauczyłem się jednak, że „normalni” ludzie w takich dość dziwnych terminach nie dzwonią i że generalnie jak ktoś dzwoni w niedzielę o 8 rano… to na bank na basen nie przyjdzie…

Ale czasami przegrywam sam ze sobą i odbieram… I słyszę „proszę pana, A czy ma pan zajęcia o jakiś wcześniejszych porach… a ma pan może jakieś tańsze bilety? Ojej, ale ten basen to dla mnie stanowczo za daleko! A akceptuje pan kartę dużej rodziny? A czy woda jest ciepła bo mi lekarz powiedział, że mam w zimniej nie pływać? A czy trzeba nosić te cholerne czepki? A niech mi pan powie jakie jest stężenie chloru w tej wodzie? :O że co? A jaki jest procent fugi w kaflach też mam odpowiedzieć? Albo „wie pan co… mi kiedyś jeden ratownik to powiedział, że ja jestem lekko no ten.. siubź dziu i że się pływać nie nauczę bo mam coś z głową” – tekst oryginalny* J Niezły też był tekst „ ja na pana nie krzyczę po prostu jestem zła, że basenów w Bydgoszczy jest tak mało a bilety są za drogie” – tak, tak … to był niedzielny poranek 😉   Lubię też telefony od marzycieli i bajkopisarzy „ Proszę pana, mam dla pana grupę 10 osób, które są bardzo zmotywowane, żeby uczęszczać na basen. Założyliśmy sobie, że przez najbliższy rok będziemy chodzić regularnie 3 razy w tygodniu. Chcielibyśmy też żeby otworzył pan dla nas specjalny termin w piątek o godzinie 21:23 i oczywiście to nie koniec bo prowadzimy jeszcze rozmowy z innymi chętnymi więc będzie nas więcej i czy możemy liczyć na rabat” Oczywiście, że możecie tylko następnym razem róbcie takie ustalenia na trzeźwo 😉 A tak poważnie to z takich marzycieli jeszcze nigdy nic nie wynikło. Ludzie dzwonią podjarani, że mają całą grupę chętnych na pływanie czy aqua aerobik… my organizujemy dla nich miejsce a potem okazuje się, że … nic z tego… 😉

O! i na koniec przypomniał mi się jeszcze telefon z pewnego MOSiR-u w pewnym polskim mieście „proszę pana …mam dla pana grupę 4 dziewczyn na aqua aerobik i czy one mogą uczęszczać na zajęcia za darmo bo wie pan, ja pracuje w MOSI-rze” A ja szanowny panie jestem doradcą prezydenta do spraw wodotrysków i basenów 😉

Mój ulubiony tekst to… „ja do pana dzwoniłam ? niemożliwe, z tego numeru nikt do pana nie dzwonił” Proszę pani, ale ja oddzwaniam więc jak nikt nie dzwonił… ? Potem okazuje się, że jednak ktoś z firmy dzwonił tylko nikt przed szefem nie chce się przyznać, że ze służbowego telefonu 😉

„Wie pan co, ja znalazłam u siebie taki karnet z 2009 roku i czy ja mogę jeszcze przyjść i go wykorzystać?”

 

Koniec… miłego piątku i nie dzwońcie do mnie w nudnych sprawach 😉 Tylko tematy dziwne i ciekawe proszę…

 

Pozdrawiam

 

www.oPLYWANIUblgo.pl

 

 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *