Syndrom „po przerwie” :)

No i dobra! Przyznaj się, że masz stresa jak Ci się kończy urlop i musisz wrócić do pracy po dwóch tygodniach leżenia brzuchem do góry 🙂 Śnią Ci się cyferki i pocą ręce 😉 Coś w stylu stresu pourlopowego:) Na basenie jest podobnie!

Zapraszam do czytania!

ferie-basen

­

­

psssttt…. takie obłożenie miał basen w trakcie ferii zimowych…  

A teraz poważnie! Każda przerwa ciągnie za sobą basenowe niepożądane konsekwencje! Już Ci mówię jakie…

Po pierwsze, ciężko jest się wygrzebać z domu i wkręcić  z powrotem w codzienność – między innymi lekcje pływania. Po prostu nam się nie chce ( mi też, ale ja muszę bo jestem dyrektorem – tak mi mama powtarza 🙂  Ale to jest pikuś. Trudniejszą sprawą do przełknięcia jest fakt, że wracając „po przerwie” do jakiegokolwiek treningu musisz sobie poprzypominać pewne rzeczy i rozkręcić organizm do stanu, w którym znajdował się przed pauzą. Okazuje się, że przed przerwą, żabką pływałeś już nieźle a dzisiaj coś nie idzie… a poza tym ” o kurde przepłynąłem dwa baseny i zdycham”  ( bez nazwisk 😉 I to jest normalne! Musisz tylko o tym wiedzieć. My z Romanem przyjmujemy taką taktykę, że każde zajęcia po dłuższej lub krótszej przerwie rozpoczynamy od prostych ćwiczeń, takich, które dzieciaki i dorośli znają już na pamięć i przynajmniej w teorii powinni wykonać je z palcem w nosie. Okazuje się, że niestety musimy zrobić parę pływackich kroków w tył! Piszę o tym, bo żeby trening był skuteczny to odpowiednio musi pracować i ciało i głowa! A głowa nie pomoże Ci w treningu, jeśli nie będziesz wiedział co się dzieje z Twoim ciałem po przerwie.

Ale ale.. nie wieszajmy psów na „przerwach” i czasie wolnym 😉 mają też dobre strony. Jeśli po feriach wracasz i potrafisz wykonać te same ćwiczenia, które robiłeś zanim pojechałeś na urlop to znaczy, że masz już je zakodowane, i że możemy iść dalej! Jest to dla nas instruktorów pewnego rodzaju wyznacznik. Wiemy, w którą stronę mamy kierować Twoje lekcje pływania i wiemy też czy umiejętności masz już ugruntowane czy może gdzieś lekko uciekły.

Postanowiłem podjąć ten temat również dlatego, że opuszczanie zajęć jest po prostu złe! Kursanci, którzy raz na zajęciach są a raz ich nie ma, mają takie „po przerwie” co chwilę. I zamiast iść do przodu, mieć wiedzę i umiejętności cały czas na świeżo i być w tak zwanym gazie to my musimy się co chwilę cofać… i tak sobie przypominasz 25 minut, potem mówisz ” a dobra już zakumałem” i zostaje nam tylko 20 minut na robotę! Mało co nie? I małej Julce nasunęło się w tym momencie pytanie „mama a wy też macie na koniec zajęć zabawę  na basenie?”.  Odpowiadam : Nie Julcia! No i dobrze bo wtedy mielibyśmy tego czasu jeszcze mniej 😉

Przechodzimy do tematu systematycznego uczęszczania na zajęcia, a o tym pisałem już wcześniej o tutaj: http://oplywaniublog.pl/?p=123

Podsumowując ten krótki, rozleniwiony po urlopie post.

Pierwsze zajęcia „po” to trening, na który trzeba przyjść, zrobić swoje i o nim zapomnieć! Piszę tego bloga, bo pływanie to nie tylko praca rąk i nóg, ale również wiedza, którą chciałbym żebyście posiadali, a która pomoże Wam zrozumieć i przetrwać wiele basenowych, trudnych sytuacji, o których istnieniu nawet nie musicie wiedzieć. Bo od tego macie nas 😉

Ze sportowym pozdrowieniem

 

oPLYWANIUblog.pl

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *